Elena Ferrante czyli Banksy literatury

Reklama

pt., 06/22/2018 - 13:10 -- koscielniakk

Nikt nie wie, jak wygląda, jak brzmi jej prawdziwe nazwisko, ile dokładnie ma lat. Skoro nie pokazuje się w telewizji ani nie pozuje do sesji zdjęciowych w kolorowych magazynach, może w ogóle nie istnieje? Tak czy owak, Elena Ferrante to jedna z najbardziej wpływowych pisarek na świecie. Ma w nosie medialny lans, a jej książki mimo to sprzedają się w niebotycznych nakładach. Na ich podstawie powstaje właśnie serial, który w tym roku zostanie wyemitowany przez HBO.

 

 

 

  • Elena Ferrante (pseudonim artystyczny) to jedna z najbardziej tajemniczych, a zarazem poczytnych współczesnych pisarek
  • Jej czterotomowa powieść, zwana "tetralogią neapolitańską" to historia zawikłanych relacji dwóch kobiet, znających się od dzieciństwa, z Neapolem i burzliwą historią Włoch w tle
  • Jesienią, prawdopodbnie w sierpniu, HBO wyemituje serial na podstawie pierwszego tomu powieściowego cyklu zatytułowanego "Genialna przyjaciółka"
  • Reżyser, Saverio Constanzo, przekonuje, że proza Ferrante to idealny materiał na telewizyjną produkcję, a wielu fanów z niecierpliwością czeka na efekty

W drugim odcinku znakomitego serialu "Młody papież" w reżyserii Paolo Sorrentino, grany przez Jude’a Law tytułowy bohater wdaje się w słowną utarczkę z wygadaną i pewną siebie kuratorką papieskiego wizerunku. "Kto jest najważniejszym autorem ostatniego dwudziestolecia? Nie najlepszym, wirtuozeria jest dla arogantów. Ktoś, kto wzbudził tak niezdrową ciekawość, że stał się najważniejszy?" – pyta Jego Świątobliwość. "Philip Roth?" – zgaduje kuratorka. "Nie, Salinger" – pada odpowiedź. "Reżyser?" – kontynuuje odpytywanie papież. "Spielberg?" Znowu pudło. "Kubrick" – zapewnia Ojciec Święty. "Współczesny artysta?". Wskazana przez bohaterkę Marina Abramović też okazuje się nietrafionym strzałem. "Banksy" – oznajmia papież i pyta dalej: "w muzyce elektronicznej?". Daft Punk, rzecz jasna. "A czy wie pani, co jest niewidzialną nicią łączącą ich wszystkich? Żadna nie pokazuje się światu". Spostrzeżenie godne geniusza, którym niejako bohater serialu jest.

Matematycy kontra literatura

Młody papież nie zadał pytania o włoską pisarkę Elenę Ferrante, choć ją z pozostałymi artystami też łączy niewidzialna nić. Nikt nie wie, kim jest autorka bestsellerowych powieści, które zrobiły furorę na świecie. Ferrante jest Banksym świata literatury. Niektórzy nawet powątpiewają w jej istnienie. Może pod pseudonimem literackim kryje się sztab ghostwriterów? A może Ferrante jest mężczyzną, który umiejętnie kreśli wiarygodne dla czytelniczek postaci kobiece? Swojego czasu zagadkę postanowiła nawet rozwikłać grupa matematyków, którzy za pomocą specjalnego oprogramowania przestudiowali styl pisarski cyklu powieściowego zwanego "tetralogią neapolitańską". Przeanalizowawszy wyniki, orzekli, że autorem jest pochodzący z Neapolu pisarz Domenico Starnone. Więcej zwolenników miała jednak teoria, że nazwiskiem Ferrante podpisuje się Anita Raja, tłumaczka z języka niemieckiego, prywatnie żona Starnone. Być może prawdy nie poznamy nigdy. Tak czy inaczej, wspomniani małżonkowie na pytania o to, czy są Eleną Ferrante, reagują z coraz większą irytacją.

 

Kobieca wersja Prousta? Ostrożnie!

"Kim jest najlepsza pisarka współczesnej Europy?" – pytali niejednokrotnie dziennikarze na całym świecie, a aura tajemniczości jedynie wzmagała zainteresowanie postacią włoskiej autorki. O gustach się nie dyskutuje. Każdy ustala hierarchię ulubionych pisarzy według własnego uznania, ale warto przypomnieć, że Europa wydała na świat także takie pisarki jak Elfriede Jelinek, Herta Müller, Zadie Smith, czy wreszcie – Olga Tokarczuk, którą właśnie docenili jurorzy Bookera, jednej z najbardziej prestiżowych nagród literackich na świecie. Powieści Ferrante, skromnym zdaniem piszącej te słowa, to pisarstwo niższego kalibru. Podobnie, nie każdą powieść podzieloną na kilka tomów, trzeba zaraz okrzykiwać współczesną wersją "W poszukiwaniu straconego czasu" Marcela Prousta, chociaż dzisiejsza krytyka literacka zdaje się mieć w tym kierunku wyraźne ciągoty. Etykieta "współczesnego Prousta" trwale przyległa więc do Eleny Ferrante, podobnie jak do Karla Ovego Knausgårda.

Niemniej, sukcesu powieści autorki "Genialnej przyjaciółki" nie należy bagatelizować. Dwa lata temu tygodnik "Time" umieścił ją wszak na liście najbardziej wpływowych osób na świecie. Pisarka, która według wszelkiego prawdopodobieństwa, urodziła się w Neapolu, stworzyła monumentalną opowieść, podzieloną na cztery tomy zatytułowane kolejno: "Genialna przyjaciółka", "Historia nowego nazwiska", "Historia ucieczki" oraz "Historia zaginionej dziewczynki". Jej tetralogia to epicka opowieść, której akcja rozgrywa się na przestrzeni dziesięcioleci. Siłą powieści są doskonale skonstruowani bohaterowie, a przede wszystkim bohaterki. Na głównym planie Elena i Lila, przyjaciółki, które od dzieciństwa łączy zawikłana relacja. To przyjaźń oparta ta miłości i nienawiści jednocześnie. Ale bohaterem, jak to w wielu wybitnych powieściach bywa, jest także miasto – w tym wypadku Neapol. Tu życie kobiet rozgrywa się cieniu mafijnych porachunków, przemocy, wszechwładnej dominacji mężczyzn i nędzy na ulicach. Powieści Ferrante mają wyraźne feministyczne przesłanie. I nie mogłyby się obyć się bez uwikłania w historię i politycznych zawieruch, jakie targały Italią w dwudziestym wieku.

Precz z medialnym lansem

Elena Ferrante zadebiutowała w 1991 roku powieścią "Kłopotliwa miłość". Wydawnictwo, przeczuwając sukces, już planowało zakrojoną na szeroką skalę akcję promocyjną, ale autorka z miejsca ostudziła zapędy speców od PR-u. Żadnych spotkań autorskich, żadnych występów w telewizjach śniadaniowych, żadnych dyskusji i publicznych paneli z jej udziałem. Napisała książkę. To wystarczający wysiłek, jaki wykonała dla literatury. Tej żelaznej zasady trzyma się do dziś. Udzieliła kilku wywiadów mailowych, ku wielkiemu rozczarowaniu przedstawicieli mediów. Dziennikarz zawsze liczy przecież na spotkanie i intymną rozmowę twarzą w twarz. Korespondencja internetowa nigdy tego nie zastąpi. Ale to Ferrante stawia warunki. Może sobie na to pozwolić. Niewykluczone zresztą, że niezłomna postawa pisarki w kwestii prywatności paradoksalnie wzbudza u dziennikarzy największy podziw. W dobie mediów społecznościowych i histerycznego narcyzmu anonimowość to rzadki luksus. Któż chwilami włoskiej autorce tego nie zazdrości?

W wywiadzie udzielonym "Guardianowi" (mailowo, rzecz jasna) Ferrante przyznała, że ukrywanie własnej tożsamości nie wynika wyłącznie z jej podejścia do pisarstwa, ale też potrzeby ochrony prywatności społeczności mieszkańców Neapolu, o których pisze. "Moja praca kończy się wraz z momentem publikacji. Jeśli książka sama nie odpowiada na pytanie, w jakim celu powstała, nie ma sensu jej wydawać" – dodała. W rozmowie z Deborah Orr pozwoliła sobie także na pewne poruszające wyznanie: "Nie dorastałam w dostatku. Wspinanie się po drabinie ekonomicznej było dla mnie ciężkim doświadczeniem. I wciąż mam poczucie winy wobec tych, których pozostawiłam za sobą".

 

Kilka (hipotetycznych) prawd o Elenie Ferrante

Nie jest więc prawdą, że o Elenie Ferrante nie wiemy zupełnie nic. Od stycznia tego roku autorka jest stałą felietonistką "Guardiana", a w krótkich tekstach publikowanych na łamach gazety, zdradza na temat swojego życia całkiem sporo. Dowiadujemy się z nich, że autorka "tetralogii neapolitańskiej" od trzydziestego roku życia nie zasypia bez tabletek nasennych, bo czytanie i pisanie nocą wprawia ją w nastrój chorobliwego pobudzenia. Że przez lata była nałogową palaczką. Palenie było jej niezbędne nie tylko do pisania. Myśl o tym, że mogłaby rozmawiać z nieznajomym, nie dzierżąc w dłoni papierosa, napawała ją istnym przerażeniem.

Ferrante zdradza, że ceni Stanisława Lema i że Jezus nie zrobił na niej dobrego wrażenia, kiedy czytała Ewangelię w wieku szesnastu lat. Pisze też o doświadczeniu macierzyństwa. "Byłam okropną matką, byłam wspaniałą matką. Poród był koszmarem, był cudowny" – pisze. A dalej: "Mężczyźni zawsze byli zazdrośni o to doświadczenie, które należy tylko do nas. Marzenie o ciąży doświadczanej przez mężczyzn znajdowało odzwierciedlenie w mitach i rytuałach. Ale nie tylko. Mężczyźni przyjęli koncepcję poczęcia i porodu jako metaforę. Płodzą idee, rodzą własne dzieła. Przekonali nas, że macierzyństwo to nasz zwierzęcy instynkt, ale prawdziwe ludzka zdolność do zmieniania świata dzięki wspaniałym wynalazkom, to wyłącznie ich domena."

Czy podobna myśl mogła wyjść spod pióra Domenico Starnone? Wszystko na tym świecie jest możliwe, coś mi jednak podpowiada, że autorka "Genialnej przyjaciółki" to kobieta z krwi i kości.

"Genialna przyjaciółka" na ekranie

Apogeum zainteresowania Eleną Ferrante przypadło na rok 2016 wraz z niebotycznym sukcesem jej powieści. Ale teraz jej nazwisko znów znalazło się na topie. Nie tylko za sprawą felietonów w prestiżowym brytyjskim dzienniku. Jeszcze w tym roku HBO ma wyemitować serial na podstawie "Genialnej przyjaciółki". Zdjęcia powstają oczywiście w Neapolu. Do castingu zgłosiło ponad 9 tysięcy dzieci i pięciuset dorosłych z regionu Kampanii. W rolach głównych zobaczymy młodziutkie włoskie aktorki Elisę Del Genio (w roli młodszej Eleny) i Margheritę Mazucci (nastoletnia Elena) Rolę Lili odegrają Ludovica Nasti i Gaia Girace. Reżyser, Saverino Constanzo, twórca między innymi "Zawikłanych" z Adamem Driverem w roli głównej, konsultował szczegóły powstającego serialu z Eleną Ferrante. Mailowo, rzecz jasna.

Autor: 
---------------------
Źródło: 

Onet

Dział: 

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisz kod z obrazka.

Reklama