Pozytywne skutki amerykańskiej prohibicji

Reklama

czw., 07/05/2018 - 21:35 -- zzz

Amerykańską prohibicję zwykło się postrzegać jako chybiony pomysł konserwatywno-religijnych fanatyków. Tymczasem, gdy w 1933 r. znoszono prohibicję powszechnie uważano, że spełniła ona swoje zadanie, a sama idea wcale nie była skierowana przeciwko piciu alkoholu jako takiemu.

Tu nie chodzi (tylko) o alkohol

Wokół prohibicji narosło wiele mitów. Przede wszystkim nie miała ona być narzędziem do walki z pijaństwem. Oczywiście, jakiejś części aktywistów na tym zależało, lecz nie było to celem samym w sobie. Nim była likwidacja saloonów – tych ciemnych knajpek, znanych z westernów, znajdujących się w małych miasteczkach Dzikiego Zachodu. Szczególnie dla wielu kobiet „saloon” był synonimem wszystkiego, co najgorsze. Do tego bowiem „przybytku szatana" mieli dostęp jedynie mężczyźni. To tam przepijali oni zarobione pieniądze, a wracając pijani znęcali się nad swymi żonami. Z saloonem wiązano patologie alkoholizmu, przemocy domowej, a także biedy.

Do walki z tymi realnymi problemami w 1873 r. zabrała się Kobieca Chrześcijańska Unia Trzeźwości, którą kilkanaście lat później zastąpiła Liga Przeciwko Saloonom. W wypadku tej drugiej cały program był zawarty w jej nazwie. Chodziło przede wszystkim o zmianę przyzwyczajeń społecznych, a ściślej męskich – by tzw. głowa domu nie przepijała całej wypłaty, a za swoje niepowiedzenia nie wyżywała się na żonie. Obok takich organizacji szybko powstały ruchy wstrzemięźliwości alkoholowej, choć Liga nie wymagała od swoich członkiń aż takiego heroizmu.

Feministyczne zwycięstwo

Droga do wprowadzenia 16 stycznia 1920 r. 18. poprawki do amerykańskiej konstytucji wiodła przez lobbowanie przez feministki na rzecz zmiany prawa w poszczególnych stanach. Od końca XIX w. można było zauważyć postępujący proces wprowadzenia zakazu spożycia alkoholu w kolejnych częściach kraju. Aktywistki Ligii skutecznie zdołały przekonać, że jedynie zakaz spożycia alkoholu jest w stanie skutecznie zniszczyć zwyczaj chodzenia do saloonu. W 1913 r. już większość stanów była objęta prohibicją. Gwoździem do trumny dla przemysłu spirytusowego w USA okazała się I wojna światowa, kiedy to nagle wchodzące do konfliktu Stany zaczęły potrzebować ziarna, a przez to zgodnie z modą nałożyły kolejne ograniczenia na tę branże.

Lobbyści antysaloonowi wprowadzali prohibicję na wszystkie napoje alkoholowe właściwie tylnymi drzwiami. W tym czasie większość tej branży znajdowała się w rękach Niemców, którzy znani byli z tworzenia tu piwa według starych receptur. Walka z ewidentnym złem, jakim była przemoc domowa i pośrednio również pijaństwo nie mogła budzić sprzeciwu, to też piwowarzy sądzili, że działania Ligii będą uderzać jedynie w alkohol wysokoprocentowy. W rezultacie cała branża jako taka nie potrafiła się zjednoczyć przeciwko ruchowi proprohibicyjnemu.

Tymczasem pod hasłami antysaloonowi powstał całkiem spory elektorat. Nie bez znaczenia był tu fakt zyskania przez kobiety praw wyborczych. A tak się składało, że próżno było szukać w tej grupie, niezależnie od poglądów, zwolenniczek saloonów. Zatem przyszły kongresmen czy senator, aby zyskać głos kobiecy musiał obiecać walkę z saloonowymi zwyczajami.

Sama 18. poprawka nie była aż taka straszna. Zakazywała bowiem tylko spożywania napojów „odurzających”. Czym one były precyzowała ustawa, pod której projektem podpisał się Andrew Volstead. Prawdopodobnie przy tworzeniu tego dokumentu pracowali antyalkoholowi ekstremiści, którzy uznali, że odurza wszystko, co ma powyżej 0,5 proc. alkoholu. No i tak już to poszło…

Prohibicja – sporo korzyści

Negatywne skutki wprowadzenia prohibicji są powszechnie znane: upadek rodzimego przemysłu spirutusowego, rozwój nielegalnych knajp i melin, w końcu powstanie zorganizowanej przestępczości. To wszystko prawda, ale niech te minus nie przesłaniają nam ewidentnych plusów. Podziemie alkoholowe miało szansę się rozwinąć jedynie w dużych miastach, gdzie było dobre zaplecze logistyczne, możliwość ukrycia się przed policją itp. W małych mieścinach, gdzieś na prowincji żaden Al Capone nie bawił się w szmuglowanie wódy. Tam te złowieszcze saloony szybko znikły. Pojawiły się wprawdzie nielegalne bimbrownie, ale złe zwyczaje i działania zgodnie ze schematem wypłata-wizyta w saloonie-przepicie wypłaty-znęcanie się nad żoną zniknęły.

Kobiety i mężczyźni piją razem piwo w barze w Raceland w Louisianie w 1938 r. W czasach saloonów taki obrazek byłby nie do pomyślenia.

W dużych w miastach pojawiły się natomiast nielegalne bary, którymi często były zaimprowizowane mieszkania. Tutaj nie było jednak już żadnych zakazów dla kobiet. Ba, w jednym z tajnych nowojorskich barów pojawił się napis: „Tymi Drzwiami Wychodzą Najpiękniejsze Dziewczęta na Świecie”. Wspólna potrzeba wypicia łączyła też ludzi bez względu na rasę. Mark Forsyth w swojej książce „Krótka historia pijaństwa” powołuje się na artykuł w jednej z gazet dla „czarnych", gdzie pojawiła się opinia:

Nocne kluby zrobiły więcej dla poprawy stosunków rasowych w dziesięć lat niż kościoły dla białych i czarnych w dziesięć dziesiątków lat.

Mafia szalała na ulicach? Poniekąd tak, ale to i tak było nic w porównaniu ze stanem obecnym. W osławionym Chicago czasów Ala Capone na 100 tys. mieszkańców dokonano 10,4 zabójstw. Dziś ten współczynnik wynosi 27,9. Dodatkowo, w przypadku włoskiej mafii, to że prowadzeniem tajnych barów i restauracji zajęli się właśnie oni spowodowało, że w Stanach tak popularna stała się włoska kuchnia.

Wylewanie nielegalnego alkoholu w Orange Country w Kaliforni, 1932 r.

Negatywne aspekty tego prawa oczywiście były. Powszechna stała się korupcja, w szczególności wśród źle opłacanych policjantów. Ponadto jakość alkoholu pędzonego dosłownie domowymi sposobami mocno się popsuła. Tu jednak kolejnym pozytywnym skutkiem ubocznym stały się drinki – marny w smaku trunek ratowano dodawaniem do niego coli albo tonika.

Prohibicję zniesiono 5 grudnia 1933 r. Powszechnie uważano, że spełniła one swoje zadanie. Jak pisał zwolennik swobodnego picia George Ade:

Nawet w miastach, które teraz są uważane za ostoje ruchu przeciwko prohibicji, nie ma osoby poniżej trzydziestego drugiego roku życia, która kiedykolwiek widziałaby saloon od wewnątrz.

Poza likwidacją „przybytku grzechu” drastycznie spadła liczba osób spożywających alkohol. W 1932 r. aż 42 proc. Amerykanów w ogóle nie piło – o połowę mniej niż przed prohibicją. Na osiągnięcie konsumpcji sprzed zakazu trzeba było czekać aż do lat 70. Do dziś w Stanach Zjednoczonych są okręgi, gdzie prohibicja ciągle obowiązuje.

Autor: 
Z.B.
Źródło: 

kurierhistoryczny.pl

video: 

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisz kod z obrazka.

Reklama