Afera Amber Gold tylko 700 mln. Minister Emil Wąsacz okradł Polaków na kwotę 4,75 miliarda złotych

Reklama

Afera Amber Gold została wykreowana przez media i polityków, jako największa grabież dokonana na Polakach. Powołana w tym celu Komisja Śledcza, podczas prowadzonych przesłuchań używa terminologii: - "czy Pa/Pani wiedział/wiedziała, że celem piramidy była kradzież Polakom pieniędzy"?

Ta właśnie magiczna krótka formułka ma uczynić Amber Gold największym złodziejem, który w bezczelny sposób okradł Polaków.

A jak jest naprawdę?

Afera Amber Gold to jedna z wielu afer i należy do tych niewielkich, ale ze względów politycznych to doskonałe paliwo do postawienia przed plutonem egzekucyjnym ówczesnych rządzących. Płotki siedzą w areszcie od kilku lat i jeszcze długo posiedzą. Nie dlatego, że Marcin P. jest groźnym przestępcą, ale dlatego, że pełnił funkcję słupa i nie chce wskazać zleceniodawcy. Najwyraźniej czegoś się obawia. Wystarczy wspomnieć sprawę "Olewnika", w której chętni do współpracy z organami ścigania w niewyjaśnionych okolicznościach wieszali się w celi lub ginęli w inny równie tajemniczy sposób...

Minęło 5 lat od zatrzymania Marcina P., a śledczy nadal nie wiedzą, kto był głównym zleceniodawcą i beneficjentem. Komisja Śledcza dwoi się i troi i nie ma żadnych kluczowych efektów. Na jaw wychodzą jedynie wątki plotkarskie z życia prywatnego małżeństwa P. Przewija się znajomy dominikanin, który udzielał im ślubu, a potem hulał z nowożeńcami na weselu. Rezultat będzie taki, że po latach Marcin P. będzie ubiegał się o odszkodowanie za bezprawny areszt. To jest największa od lat kompromitacja wymiaru sprawiedliwości, bo zarzuty postawiono płotkom między innymi teściowej Marcina P., której zarzucono pranie brudnych pieniędzy. Każdy śledczy i prokurator doskonale wie, że zarzut prania brudnych pieniędzy i wspieranie terroryzmu, to magiczny patent wklejany każdemu podatnikowi. Te parę słów jest kluczem do zastosowania blokady rachunków bankowych i zabezpieczenia mienia domniemanego przestępcy.

Porównajmy afery

W ubiegłym tygodniu media obiegła wiadomość, że Skarb Państwa ma zapłacić funduszowi Abris Capital 760 mln zł odszkodowania. Tak orzekł Trybunał Arbitrażowy w wyroku końcowym, który zapadł 28 września. KNF zmusił w 2015 roku fundusz Abris Capital do sprzedania wszystkich posiadanych akcje FM Banku PBP (obecnie Nest Bank).

Poszło o decyzję Komisji Nadzoru Finansowego, która nakazała funduszowi sprzedaż akcji FM Banku do końca 2014 roku ze względu na "niewypełnienie zobowiązań inwestorskich wobec KNF". Komisji rzekomo nie podobały się zmiany na fotelu prezesa banku i w jego zarządzie, które nie były z nią konsultowane.

Kwota niemal identyczna, jak w przypadku afery Amber Gold. Skarb Państwa MUSI zapłacić, czyli znów Polacy zostali okradzeni. A gdzie winni? Dlaczego nie aresztowano winnych i dlaczego nie powstała Komisja Śledcza w sprawie wyjaśnienia afery? Zadziwiające, że nikt nie prowadzi śledztwa na okoliczność zamierzonego działania w celu wyłudzenia odszkodowania. Przecież to doskonały patent na zarobienie gigantycznej fortuny i co najważniejsze - już wcześniej wypróbowany przy prywatyzacji PZU.

Gigantyczna afera PZU

Emil Wąsacz okradł Polaków na 4,75 mld złotych.

Polska wypłaciła zagranicznemu funduszowi odszkodowanie w kwocie 4,75 mld złotych. Jak do tego doszło?

Decyzję o prywatyzacji PZU podjęto w 1998 roku. Rok później została podpisana z portugalsko-holenderskim konsorcjum Eureko umowa, zgodnie z którą ówczesny rząd Jerzego Buzka sprzedał 20% akcji za kwotę 2 miliardów złotych. Równocześnie 10% akcji odsprzedano bankowi Millenium (wówczas BIG Bank Gdański). W aneksie do umowy prywatyzacyjnej podpisanym w 2001 roku zawarta została klauzula sprzedaży Eureko dodatkowych 21% akcji przez Skarb Państwa. Klauzula ta do 2009 roku pozostała niezrealizowana, co stało się przyczyną konfliktu pomiędzy Eureko, posiadającym 33% akcji, a Skarbem Państwa, dysponującym 55% akcji (reszta jest w posiadaniu akcjonariuszy rozproszonych).

Strona polska, odmawiając sprzedaży wspomnianych 21% akcji, zarzucała Eureko złamanie umowy, która zabraniała m.in. zakupu akcji za pieniądze z kredytu. Ostatecznie w 2002 roku Eureko złożyło wniosek do Międzynarodowego Trybunału Arbitrażowego w Londynie, zarzucając Polsce niedotrzymanie umowy prywatyzacyjnej. Wartość przedmiotu sporu określono wówczas na astronomiczną kwotę 36 mld zł.

Ostatecznie spór zakończył się zawarciem ugody między Skarbem Państwa a Eureko, na mocy której strona polska musiała wypłacić 4,75 mld zł odszkodowania.

Sprawa ucichła, nie było żadnej komisji śledczej. Dziś o Wąsaczu już nikt nie pamięta, że do spółki z zagranicą okradł Polaków na kilka miliardów na skuteczny i bezpieczny patent. Wystarczyło spisać tak umowę, że jeśli PZU jej nie dotrzyma, to będzie zobowiązany zapłacić kilkumiliardowe zadośćuczynienie.

Emil Wąsacz czuje się dobrze, nigdy nie był aresztowany, choć grożono - zapewne dla pozoru, że stanie przed Trybunałem Stanu. Zainteresowani koledzy posłowie i beneficjenci przekrętu pomogli i sprawa się przedawniła.

Przedwojenni politycy mieli klasę. Mieli w sobie wielką odpowiedzialność za losy państwa. Ci, którzy zawiedli, popełnili błąd, strzelali sobie w łeb, bo nie mogli pogodzić się z osobistym dramatem, że poprzez swoją nieudolność państwo polskie doznało uszczerbku.

Dzisiejsza kasta polityczno-urzędnicza nastawiona jest wyłącznie na zysk. Poczucie winy, wyrzuty sumienia, moralność to coś, czego nie ogarniają, bo mylą służbę dla państwa z biznesem i ciepłą posadką.

Polska przypomina folwark zwierzęcy, w którym wszystkie zwierzęta są sobie równe, ale niektóre są równiejsze od innych. Bez wątpienia politycy i urzędnicy należą do najrówniejszych z równych. Rządzą, kradną, za nic nie odpowiadają i są nietykalni.

Autor: 
Z.B. Ilustracja wikipedia
Źródło: 

plportal.pl

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisz kod z obrazka.

Reklama