Mafia śmieciowa: Ludzkie płody, kończyny, zielona maź

Reklama

wt., 07/10/2018 - 23:38 -- zzz

- Były też różnego rodzaju odpady pomedyczne czy leki apteczne. - Żaby, jaszczurki, zdechłe ptactwo, wszystko w jakiejś zielonej mazi i pełno jakiejś cieczy. - Beczki strzelały w czasie akcji, kto mógł wiedzieć, co tam się znajdowało?

 

 

 

Od dnia pożaru składowiska odpadów niebezpiecznych we Wszedniu minęło 16 dni i przez ten czas do Pałuk co chwilę docierają z różnych źródeł od czytelników szokujące informacje o tym, co widzieli uczestnicy akcji gaśniczo-ratunkowej. 
ODPADY MEDYCZNE
Nazajutrz po pożarze - 29 maja - jeden z mieszkańców Wszednia (nazwisko znane redakcji) mówił nam, że w rozszczelnionych przez pożar beczkach znajdowały się m.in. odpady medyczne, w tym na przykład ludzkie płody - albo po poronieniach albo po aborcjach (osobie, która nie jest specjalistą, trudno to stwierdzić). 
Mówiła o tym nam także jedna z czytelniczek. 
W ostatnich dniach rozmawialiśmy z nią o tej sprawie w jej mieszkaniu, pytając skąd ma takie informacje. Mówi, że od strażaków i jej zdaniem jest to pewna informacja, gdyż strażacy nie mieli żadnego interesu w tym, by opowiadać jej jakieś niestworzone historie.
- Płody poporonne, nogi, ręce po amputacjach. Były też różnego rodzaju odpady pomedyczne czy leki apteczne. To wyszło z ust strażaka, strażacy sobie tego nie wymyślili - mówi reporterowi mieszkanka. Z niepotwierdzonych źródeł wiemy także, że strażacy odkryli w beczkach fragmenty krtani ludzkich ze śladami chorób rakowych. Rozmawiali o tym na przykład w kuluarach piątkowego spotkania na wręczeniu sztandaru Komendzie Powiatowej PSP w Mogilnie. 
Sami strażacy - nawet, gdy gwarantowaliśmy im anonimowość - bali się rozmawiać z reporterem. Mówią, że w akcję wyjaśniania przyczyn pożaru zaangażowane są służby śledcze z najwyższego szczebla i oni nie chcą mieć kłopotów. Rozmawialiśmy więc ze znajomymi strażaków, czy nawet z ich rodzinami, próbując dowiedzieć się, co strażacy zobaczyli w beczkach podczas akcji, a o czym w domu rozmawiają w towarzystwie najbliższych.

 

STRZELAJĄCE BECZKI
Na wysypisku znajdowały się pojemniki z napisem „chloroform”. Czy puste, czy pełne, co w nich było - nie wiadomo.Chloroform to ciecz stosowana w anestezjologii, teraz już wycofywana z użycia, ma działanie rakotwórcze, działa drażniąco na skórę i oczy, szkodliwa przy wchłanianiu przez drogi oddechowe. - Beczki strzelały w czasie akcji, kto mógł wiedzieć, co tam się znajdowało?
Od innego z czytelników (nazwisko znane redakcji) dowiedzieliśmy się, że jednostka chemiczna, która przyjechała na miejsce zdarzenia z Komendy Miejskiej Państwowej Straży Pożarnej w Poznaniu była zszokowana tym, co zauważyła we Wszedniu. Aparatura pomiarowa, która wykonywała badania, miała oszaleć. Jeden ze strażaków z KP PSP w Mogilnie przekazał reporterowi Pałuk, że na miejscu aparatura odnotowała śladowe ilości jednej z trujących substancji z grupy paralityczno-drgawkowych. Cieczy, która zatruwa przez wdychanie oparów, a opary i krople wnikają nawet przez skórę. Niewielka dawka tej substancji jest śmiertelna. Jak znalazł się tam trujący związek - tego nie wiemy. Tej informacji nie mamy potwierdzonej z innego źródła. 
Strażacy podczas akcji pracowali w kombinezonach i maskach przeciwgazowych, więc nie byli narażeni na negatywne skutki substancji, które uwalniały się w trakcie pożaru. 

 

 

ZWIERZĘTA W MAZI
Od pracujących na miejscu strażaków z OSP wiemy, że zauważyli w beczkach, które pękały i otwierały się od wysokiej temperatury, znajdujące się w formalinie żaby, jaszczurki czy nawet zdechłe ptactwo (od jednej z mieszkanek wiemy o kurach). Niektórzy ze strażaków są w posiadaniu takich zdjęć. Prawdopodobnie były to odpady z instytutów badawczych. 
- Wszystko w jakiejś zielonej mazi i pełno jakiejś cieczy - mówi nam z kolei inna z mieszkanek, która rozmawiała ze strażakami. 
WIOŚ NIE WIE
W ubiegłym tygodniu w Pałukach przedstawiliśmy spis niebezpiecznych odpadów, jakie znajdują się na bazie we Wszedniu. To, co publikowaliśmy, ma źródło w ustaleniach kontrolerów Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska z Bydgoszczy na podstawie kart ewidencji odpadów i kodów, jakimi były oznaczone odpady. Do niektórych budynków kontrolerzy z WIOŚ nie mieli jednak dostępu. Kody odpadów były wypisane na drzwiach garaży i tym też jednostka się kierowała. Taki bowiem był zakres uprawień WIOŚ - skontrolować ilość odpadów, a także wypisać to, co zostało wykazane na kartach. 
- Do końca nie wiadomo, co jest w garażach, niektóre beczki nie zostały oznaczone. My tego już nie ustalimy, co tam się znajdowało, możemy jedynie to ustalić, co stwierdziliśmy podczas kontroli na podstawie ewidencji. W tej chwili i tak nie moglibyśmy tam wejść, bo jest tam straszny odór, poza tym policja zabroniła tam wchodzenia. Gdy policja próbowała tam wejść, ubrana w specjalne kombinezony, no to tych drzwi nie otworzyli, bo by się to wszystko wysypało z tych garaży - odpowiada reporterowi zastępca naczelnika WIOŚ Małgorzata Kwaśniewska.
Spytaliśmy także, czy stwierdzono występowanie odpadów medycznych na składowisku we Wszedniu. - Nic o czymś takim nie wiem, nie wiem co jest w garażu i nie mogę na 100% powiedzieć - mówi Małgorzata Kwaśniewska.

 

 

Autor: 
Foto: Damian Stawski
Źródło: 

palukimogilno.pl

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisz kod z obrazka.

Reklama