Niemiecki policjant złapany przez łowcę pedofili stanął przed sądem

Reklama

sob., 01/13/2018 - 11:17 -- zzz

Mik S. przekonuje, że jest niewinny, a jego obrońca twierdzi, że dowody przedstawiane w sprawie zostały zmanipulowane. Oskarżonemu grozi do dwóch lat więzienia.

Mik S.to policjant, który pracował w Goerlitz, na polsko-niemieckiej granicy. Na gorącym uczynku złapany został przez tak zwanego łowcę pedofili, czyli Krzysztofa Dymkowskiego. Ten udając nastolatkę prowadził z podejrzanym 43-latkiem rozmowy odpowiadając na jego ogłoszenie na jednym z portali internetowych. W sprawę zaangażowana jest także agentka firmy ochroniarskiej, która podszywała się pod dziewczynkę.

Choć faktycznie żadnej nastolatki nie było, mężczyźnie grozi do dwóch lat pozbawienia wolności.

- Ustawodawca przewidział konstrukcję usiłowania nieudolnego. Sprawca nie ma świadomości tego, że po drugiej stronie nie jest małoletni. Natomiast wyobrażenie, że małoletni tam jest jest rzeczywiste - wyjaśnia prokurator Sebastian Korpanty.

Prokuratura zmanipulowała dowody w sprawie?

Obrońca niemieckiego policjanta jest pewien, że materiał dowodowy został zmanipulowany.

- Rolą prokuratury było prawidłowe zabezpieczenie materiału dowodowego. Od tego są policyjni informatycy. Nie może być tak, że będziemy korzystali tylko z tego, co pan Dymkowski uznał za ważne w tej sprawie - przekonuje Bartosz Łucia, obrońca Mika S.

Oskarżony podczas rozprawy utrzymywał, że od początku nie dowierzał wiekowi deklarowanemu przez swoją rozmówczynię. Oprócz tego tłumaczył też, że ze względu na słaby wzrok cyfrę trzy pomylił z ósemką. Mężczyzna nie przyznaje się do winy.

Autor: 
---
Źródło: 

gazetawroclawska

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisz kod z obrazka.

Reklama