Zrozpaczona napisała jak została oszukana przez BZWBK

Reklama

pon., 05/14/2018 - 22:45 -- zzz

Wprost piszę, że sama nie wiem po co tutaj przyszłam. Chyba prosić o pomoc w nagłośnieniu sposobu okradania ludzi, o którym nie ma informacji w polskojęzycznym Internecie. No i przestrzec przed bankiem BZWBK (aktualnie zmienia nazwę na Santander, więc proszę uważać! Nowa nazwa, ta sama niekompetencja), który i tak pozywamy jeszcze w tym miesiącu w sprawie samych należności za uznane nam reklamacje, a potem jeszcze ja za pomówienie w stosunku do mojej osoby (i świadków). Załączam informacje, pisma i reklamacje jakie składaliśmy wraz z moimi prywatnymi uwagami i zasłoniętymi danymi byście wiedzieli co się działo. Sprawa jest też na policji, ale nawet z nimi bank sobie pogrywa.

 

 

 

Bardzo bym prosiła o nagłośnienie sprawy tych kradzieży, gdyż nie chcę by ktoś był jeszcze w takiej sytuacji jak my. Nie wiem co musiałby zrobić by go nie okradziono, ale niech ludzie mają świadomość, że są takie sytuacje i nie tylko to nasz przypadek, bank przyznał, że była jeszcze jedna taka sytuacja. O tym niżej.

Bank przeczołgał nas strasznie. Od 10 lutego jesteśmy ich ofiarami. Nie szanuje się nas, nic nie robi, idzie w zaparte. Na każdym kroku nas poniżają, traktują jak debili i zło konieczne, a nawet jak złodziei. Czujemy się zaszczuci, gdyż bank ma świadomość, że mogą lecieć w kulki jak tylko chcą, bo za nimi stoją pieniądze i prawnicy, ale nie odpuścimy. Pieniądze które przez BZBWK (wkrótce Santander) straciliśmy są dla nas zbyt duże, by się poddać jak jest nadzieja na ich odzyskanie. Ja jestem na skraju załamania nerwowego, a od lat mam depresję, od lat nie pracuję tylko siedzę w domu i ta sytuacja mnie tylko przytłacza. Mam niekontrolowane napady płaczu, agresji i zaczęłam nawet siwieć. Odbija się to na naszym związku, tak czuję. Narzeczony jest jedyną osobą, która utrzymuje mnie i mieszkanie. Raz poprosił mnie o to bym coś dla niego zrobiła i wyszły takie cyrki. Przytłacza mnie ciężar tego wszystkiego i ciągle się zastanawiam co mogłam zrobić inaczej lub jeszcze mogę zrobić. Wydaje mi się, że zrobiłam już wszystko skoro sprawa kierowana jest do sądu, więc chociaż ostrzegę ludzi.

 

Zapraszam do lektury. Pierwsza reklamacja była z dnia 16 lutego i była na samą kradzież pieniędzy z wpłatomatu, złożona na prośbę policji by zawrzeć w niej informacje o zabezpieczeniu monitoringu i nagrań z infolinii, by nie wiedzieli że mają coś zabezpieczyć, kwotę roszczenia itp. Oto druga, czerwone dopiski to moje uwagi:

 

 

 

 

PMe47SuueT1HAIVPh7scfl5UDjGe2ZYr01FibMg.jpg

PMe47SuueT1HAIVPh7scfl5UDjGe2ZYr11FibMt.jpg

 

 

PMe47SuueT1HAIVPh7scfl5UDjGe2ZYr21FibMI.jpg

 

 

PMe47SuueT1HAIVPh7scfl5UDjGe2ZYr41FibOa.jpg

PMe47SuueT1HAIVPh7scfl5UDjGe2ZYr51FibOp.jpg

PMe47SuueT1HAIVPh7scfl5UDjGe2ZYr61FibOz.jpg

PMe47SuueT1HAIVPh7scfl5UDjGe2ZYr71FibOL.jpg

 

PMe47SuueT1HAIVPh7scfl5UDjGe2ZYr81FibOV.jpg

PMe47SuueT1HAIVPh7scfl5UDjGe2ZYr91FibP6.jpg

 

 

 

PMe47SuueT1HAIVPh7scfl5UDjGe2ZYr101FibPp.jpg

PMe47SuueT1HAIVPh7scfl5UDjGe2ZYr111FibPx.jpg

 

To nie koniec historii:

Po pierwszej złożonej reklamacji napisałam do Niebezpiecznika, napisali do BZBWK i bank odpisał im, że taką sprawę mieli…. w Zakopanem! Więc to nie tylko my tak mieliśmy!

Składając wyżej pokazane pismo, przyjmował je Pan Piotr K. Pan pracował w BZBWK wtedy 5 dni, a w bankowości 8 lat w ogóle i wcześniej jeszczeprzy wpłatomatach - powiedział wprost, że jeśli bankomat nie miał naklejki, źle pokazywał czas i źle liczył znaczy to że ktoś przy nim majstrował. Powiedział, że we wpłatomatach znajdowali nie tylko monety, ale śrubki, pierścionki itp i pierwszy raz słyszał o takim komunikacie, jaki nam się wyświetlił. Powiedział bym poszukała, czy to nie jest jakaś nowa forma oszustwa. Przepraszał mnie za zaistniałą sytuację, że dziwi się, że bank tak się zachowuje, przepraszał mnie w jego imieniu. Więcej Pana Piotra nie spotkałam, mam nadzieję, że magicznie nie zniknął jak pan Kacper D. i pani Aneta T. Jeśli czyta to Pan, Panie Piotrze, dziękuję za wszelką okazaną pomoc, rady i słowa otuchy. Pierwszy i jedyny raz czułam, że ktoś z BZWBK jest po mojej stronie.

Po rozmowie z Panem Piotrem zaczęłam szukać, prosiłam znajomych. I jest! Nie ma w polskojęzycznym necie nic, ale kolega znalazł na stronie poświęconej Anty Skimmingowi!

Metal detection
A built-in metal detector monitors for a metallic object attached to the bezel. If a skimming device is detected, the ATM is taken out of service until the threat is removed. Once the threat is removed, the ATM will return to service without any interaction and eliminating the need for a service call.

I teraz powstaje pytanie - co tam się znalazło w środku? Powiedzmy, że te magiczne monety, których bank nie znalazł przy pierwszym szukaniu. To jak one mogły być znalezione przez bank, skoro trzeba je wyjąć by się odblokował? Staliśmy tam i wszystko było zablokowane! Nie otwierała się klapka, nic się nie działo. Jak, jeśli ktoś przy tym nie grzebał? Jak, jeśli z góry nie wiedział jak to otworzyć? Dodam, że wpłatomat ma cały tył w oddziale banku zaraz na wejściu w szafie biurowej, a nie ma w tym oddziale nawet ochroniarza. Nie wierzę, że od tyłu nie można było coś napsuć, może magnesem neodymowym “coś podziałać”. Poinformowałam o tym sposobie kradzieży policję. Policjant prowadzący dała mi pozwolenie na zamieszczenie informacji o tej sytuacji w Internecie, daję też maila gdzie możecie pisać, jeśli mieliście podobne sytuacje wplatomatokradl@gmail.com 

Jak już pisałam, jestem pełnomocnikiem do konta. Jak nazwa mówi, jestem w pełni mocy. Nie dla banku. Kilkukrotnie dostawaliśmy odpowiedzi na reklamacje na infolinii (utrzymywaliśmy je by nie zniknęły, by nagranie wreszcie trafiło do policji. Jak już trafiło, mamy ich infolinię w poważaniu), a dokładnie narzeczony dostawał. Przekazywał odpowiedzi mnie, ja dzwoniłam i składałam odpowiedź na odpowiedzi. I bywało, że mi ich nie przyjmowano. Bo nie mogę i tyle złożyć. Rozłączyłam się, dzwoniłam jeszcze raz i inna Pani bez problemu dała mi się wygadać i rejestrowała sprawę. 

Gdy minął termin odpowiedzi na nasze obie reklamacje pisemne, tj składane 16 lutego i 28 lutego, zadzwoniłam do nich bo nie było żadnych odpowiedzi. Nic. Nawet smsa z prośbą o poczekanie bo dłużej im zajmie. Nic. Null. Nothing. Na obie reklamacje. Ja wiem, że ta druga jest 11 stronicowa, ale nie zrobili nic. Zadzwoniłam i nagadałam im jak mają bardzo nas, policję i całą tą sprawę gdzieś. Potem rozmawiałam z narzeczonym, powiedział że wróci w piątek wcześniej to pojedziemy do oddziału. Zadzwoniłam wobec tego usunąć reklamację, po co mają się dublować? Nie mogłam usunąć mojej reklamacji pełnomocnika. Bo nie. Zadzwonił narzeczony, “dyspozycja została przyjęta”. Jaki był mój szok, jak dostałam odpowiedź! Jaką? Oczywiście, że szukają klienta i jaka była kwota roszczenia. To było dla mnie za dużo. Zadzwoniłam i nikt mi, ani właścicielowi konta nie potrafił odpowiedzieć dlaczego nie usunięto! Ba, nie chcieli przyjąć reklamacji właścicielowi konta na nieusunięcie mojej reklamacji, którą on usunął, a ja nie mogłam bo nie jest mną! Tak prosta rzecz ich przerosła - usunięcie reklamacji sprzed 30 minut! Uznaliśmy że niech powiedzą jak do tego doszło, że to ich przerosło. Przeprosili tylko…. Jednak umieją.

Pojechaliśmy do oddziału w sprawie obu przeterminowanych mocno reklamacji (wg. Ustawy i własnej strony Internetowej mają 30 dni roboczych, po tym czasie reklamacja jest uznana!), gdzie powitał nas pan pracujący tam dopiero kilka tygodni. Nie wiedział co z nami zrobić. Wezwał kierowniczkę obsługi klienta. Kierowniczka nie wiedziała co zrobić, sprawdziła w systemie. Powiedziała że faktycznie, żadna nasza reklamacja nie była tknięta. Nic z nimi nie zrobiono. Nic. Mam to nagrane bo włączyłam dyktafon. Prosiła mnie o danie szansy na to by sprawdzić czemu nie odpowiedziano, co się dzieje. Był piątek 18 z minutami, bank już praktycznie zamknięty i pusty. Kierowniczka we wtorek miała iść na urlop, ale obiecała że w poniedziałek zadzwoni. Zapisała sobie sprawę, reklamacje, nasze telefony. Czekamy. W środę pojechałam do banku z wezwaniem do zapłaty. Ponownie trafiłam na tego samego pana i wprost powiedział, że przy tak ciężkiej i trudnej sytuacji wstydzi się za swoją przełożoną że olała sprawę. Nie wiedział co z wezwaniem do zapłaty zrobić, jak wspominałam pracował krótko. Przeszedł się po koleżankach i pytał co ma z tym zrobić. Wszystkie go spławiły, a najbliższa powiedziała “Weź coś z tym k**wa zrób”. Czyli zapewne same nie wiedziały. Jak w końcu często ktoś przynosi do banku wezwanie do zapłaty? No więc je przyjął jako naruszenie innych praw niż bankowe, bo nic innego nie pasowało w ich systemie. 

 

 

Jako ciekawostkę dodam, że na infolinii nam powiedziano, że to nie tak że nam nikt nie odpowiedział na nasze reklamacje, oni je po podpinali pod inne sprawy. Jakie, skoro tylko te 2 były składane na piśmie? Jedna na ich usługi, jedna na kradzież. Pan nie wie, bo nie widzi w systemie, ale ma taką informację. Skąd? Nie wiadomo. Dodam, że jak powiedziałam, że mam nagraną kierowniczkę jak mówi, że nasze sprawy są nietknięte to się zmieszał. Szybko podpięli pod cokolwiek byleby nie było, że dają ciała na każdym polu, bo nikt się nie spodziewał, że zacznę nagrywać ściemniaczy. Pod co mogli podpiąć reklamację na ich usługi? Nie wiem, ale to bez znaczenia. Nie dostaliśmy ŻADNEJ informacji co się dzieje z naszymi reklamacjami. Burdel u nich nas nie interesuje. Jak dla nas mogą je podpiąć pod rakietę na Marsa, bo nie dostaliśmy żadnych informacji co się z nimi dzieje. Prawo jest po naszej stronie, a kontaktowałam się z UOKIK, Rzecznikiem Finansowym, prawnikiem, Arbitrażem Bankowym, Komisją Nadzoru Finansowego, ale na razie narzeczony idzie do sądu w kwestii wyegzekwowania należności z reklamacji. Chcemy odzyskać nasze 3000zł. Ani mniej ani więcej. Tyle cyrku o tak śmieszną dla nich kwotę. 

Po ponad 60 dniach dostał narzeczony smsem, że biorą sie za odpowiedź za naszą reklamację z 28 lutego! Grubo po terminie. Dostaliśmy w piśmie odpowiedź odmowną, bo naszą reklamację na kradzież podpięli pod …. sprawdzenie monitoringu, o które sami wystąpiliśmy. Przypominam, że nagle system łączy reklamacje! A reklamacja z 28 lutego została zarejestrowana 26 lutego, jak nawet wtedy nie była w pełni napisana. Wg numeracji, reklamacja, którą macie wyżej zasługuje na odpowiedź, datowaną na 7 marca, o zupełnie innym numerze, czyli jej treść to odpowiedź na 11 stron:

 

PMe47SuueT1HAIVPh7scfl5UDjGe2ZYr121Fic6U.jpg

Gdybyście byli bankowi winni, po 3 dniach by już słali ponaglenie, jednak jak bank i jego pracownicy są winni zaniedbań, kłamią i nie wiadomo co jeszcze, nie jesteś warty ich zainteresowania. 

Wierzycie, że bank nie jest w stanie w 3 miesiące sprawdzić klienta? Od dnia gdy zostałam pełnomocnikiem dzwonili do mnie z ofertami, słali smsy, pisali maile. Może niech zamienią dział reklamacji z działem promocji/pozyskiwania klientów? Tamci jakoś umieją się skontaktować. Wierzycie, że wysłali mu wezwanie do oddziału i każda Pani ma zdjęcie z monitoringu by sprawdzić czy facet co tutaj siedzi to ten sam co na fotce, co kradnie nasze pieniądze? Co jeśli to ten sam? Kto go zatrzyma przed wyjściem, skoro w owym oddziale gdzie miało zajście nie ma ochrony, więc w wielu innych jest podobna sytuacja? 

 

Dodatkowo, moja reklamacja (tak, ja ją pisałam w imieniu narzeczonego) to piękna analiza problemów z obsługą klientów jaką ma bank, z czystej przyzwoitości po niej powinni powinni nam oddać nasze pieniądze bo zaoszczędzą na audytach. 

 

Każdą rozmowę jaką cytuję mam nagraną. 

Dlaczego? Nie mogliśmy dostać kopii nagrań z Infolinii bo są własnością banku, są po to by podnosić jakość usług. Z tego samego powodu zaczęliśmy i my nagrywać rozmowy. Nie tylko na infolinii, ale i w oddziale. Tak, czuję się jak szpieg z krainy deszczowców i wchodząc do BZWBK włączam dyktafon na własny użytek, nikomu nie puszczam więcej tych nagrań, są moje na wypadek rozprawy sądowej by udowodnić co mówili pracownicy banku, w godzinach pracy gdy za ową płacił im bank. Nikomu nie ufam w tej instytucji. 

 

 

 

Autor: 
xxx
Źródło: 

wykop

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisz kod z obrazka.

Reklama