BANDYCKIE CENY PRĄDU ZABIJĄ POLSKĄ GOSPODARKĘ. EKOTERRORYŚCI NARZUCILI NAM MIT GLOBALNEGO OCIEPLENIA

Reklama

sob., 12/15/2018 - 15:01 -- zzz

Podwyżka cen o 300 proc., z wyrównaniem od stycznia - taką informację dostał właściciel sanatorium w Kołobrzegu od swego dostawcy energii, firmy Pulsar Energia. Z dnia na dzień stał się zadłużony na ok. 200 tys. zł.

 

Wojciech Furmanek, właściciel prywatnego sanatorium "San" w Kołobrzegu, dostawcę prądu zmienia co rok. Dla oszczędności. Tym razem okazało się, że na oszczędności nie ma co liczyć.

Mimo gwarancji ceny w umowie zawartej z firmą Pulsar Energia, pierwsze pismo z informacją o podwyżce - o 100 proc. - dostał pod koniec sierpnia. Rachunek zapłacił, ale według starej stawki. Wtedy w sanatorium wyłączono prąd.

- Panika. 300 gości na pokładzie sanatorium, przerwane zabiegi. Wyciągaliśmy ludzi z wind, które stanęły między piętrami - opowiada Wojciech Furmanek w rozmowie z reporterem TOK FM.

Prąd włączono cztery godziny po tym, jak właściciel sanatorium przelał na konto firmy doliczone mu blisko 60 tysięcy złotych. 

 

I znowu podwyżka

Ale jego kłopoty się nie skończyły. Dwa miesiące później... kolejna podwyżka. O 300 proc., z wyrównaniem od stycznia.

- Jedną fakturką podniesiono nam cenę za jedną kilowatogodzinę - średnio - z 200 złotych, na 600 zł. W naszym przypadku dało to 197 tysięcy złotych. I już jestem zadłużony, bo 29 listopada dowiedziałem się, że termin zapłaty mam na 8 listopada - mówi właściciel sanatorium.

Okazuje się, że nie on jeden padł ofiarą działań dostawcy energii. - Ponownie fakturuje swoich odbiorców i zwiększa ceny energii, nawet w ramach umów z tzw. gwarancją ceny - tak praktyki firmy Pulsar Energia streszcza Agnieszka Głośniewska, rzeczniczka Urzędu Regulacji Energetyki. Skargi od klientów firmy Pulsar Energia napływają do Urzędu z całego kraju. 

- Każda sytuacja jest inna. Każdą trzeba rozpatrywać indywidualnie. Czasem zdarza się, że mamy na pierwszej stronie umowy napisane, że obowiązuje gwarancja ceny, ale w warunkach ogólnych są zapisy, że stawka może ulec zmianie. Że np. w związku ze zmieniającą się sytuacją na rynku, firma może poinformować odbiorcę, że cena się zmieni. My tych konkretnych umów jeszcze nie mamy, nie analizowaliśmy ich - mówiła rzeczniczka URE. Jak podkreśliła, urząd zajmuje się sprawą.

Przyczyny wzrostu cen - Handel emisjami CO2

Społeczeństwo w Europie jest rolowane na potęgę. Wzrost cen energii elektrycznej to wzrost cen dosłownie na wszystko. To grabież w białych rękawiczkach i to na gigantyczną skalę, ale politycy milczą, bo boją się powiedzieć prawdę i będą kłamać dopóty, dopóki do ich drzwi nie zapukają "Żółte Kamizelki".

Na ideologii można zarabiać i to grubo. Głównym powodem wzrostu cen energii jest walka z globalnym ociepleniem za pomocą „wolnorynkowego" handlu prawami do emisji.

 

Naukowcy już dawno udowodnili, że krowy w Argentynie wydzielają więcej CO2 niż cały przemysł, ale naukowców nikt nie słucha, bo się nie znają na finansach, a zarabiać trzeba nawet na czymś niewidzialnym, jak CO2.  Ponadto poprzez wysoką cenę energii można sterować wzrostem gospodarczym w krajach wschodzących. Dlatego największe koszty poniesie Polska gospodarka uzależniona od węgla, bo na pewno Niemcom i Francji nie jest na rękę, że Polska rośnie w siłę. 

Duże wahania cen w ostatnich dniach pokazują aktywność firm inwestycyjnych, uczestników rynku spoza systemu EU ETS.

Na wzrost cen do końca roku ma wpływ brak aukcji na rynku pierwotnym od 15 grudnia oraz wstrzymanie niemieckich aukcji od połowy listopada i ograniczenie podaży z tego tytułu. Dużo zależeć będzie też od tego, jakie będą temperatury w grudniu. Jeśli zima będzie sroga, to energetyka może mieć deficyt uprawnień".

Jeszcze w połowie ubiegłego roku cena uprawnień do emisji CO2 wynosiła ok. 5 euro/t. Od tamtego czasu wartość uprawnień systematycznie pięła się jednak w górę, by wzrosnąć do ok. 20 euro/t.

"Ceny uprawnień do emisji CO2 notują wzrosty od kilku kwartałów z kilku powodów. Po pierwsze, wzrosty były poparte bardzo wysokimi cenami miksu energetycznego, czyli wysokimi cenami gazu, czy węgla. Znalazły się one na kilkuletnich maksimach. Po drugie, niedługo, od początku 2019 r., wchodzi w życie reforma MSR, czyli rezerwa stabilizacji rynku, która de facto w pierwszych ośmiu miesiącach wyciągnie z rynku pierwotnego 265 mln ton uprawnień, czyli spadnie podaż" - wyjaśnił Bujacz.

"Po trzecie, pojawiło się wiele prognoz zakładających wzrost cen CO2 do 25-30 euro/t, a nawet 35 euro/t w najbliższych dwóch latach, co mogło wpłynąć na decyzje uczestników rynku" - dodał.

Duży wolumen pokazuje aktywność firm inwestycyjnych, uczestników, którzy posiadają uprawnienia do emisji w portfelach finansowych. Jest taka możliwość od początku tego roku, od momentu, gdy uprawnienia do emisji CO2 stały się instrumentem finansowym. 

 

 

 

Robert Gwiazdowski o cenach energii:

Jednym z powodów wysokich cen jest walka z globalnym ociepleniem za pomocą „wolnorynkowego" handlu prawami do emisji. Z wolnym rynkiem ten handel nie ma nic wspólnego. To tak, jakby ludzie musieli kupić schab, a nie byłoby im wolno jeść drobiu. Ceny schabu poszybowałyby w górę. A dystrybutor schabu nie sprzeda pięciu kotletów 200-gramowych za mniej, niż wynosi cena 1 kg schabu. Podwyżkę ceny będzie musiał przerzucić na konsumentów – bezpośrednio lub pośrednio. Dystrybutorzy energii elektrycznej też muszą przerzucić koszty na klientów. Podobnie jak producenci energii elektrycznej przerzucili je na dystrybutorów. Ostatecznie więcej zapłacą przedsiębiorstwa, samorządy i odbiorcy indywidualni. Ale rządzący politycy zapowiedzieli, że odbiorcom indywidualnym „zrekompensują" wzrost cen energii – bo w końcu to oni będą głosowali w nadchodzących wyborach.

Ciekawe tylko, jak im to zrekompensują. Zrzekną się swoich diet i pensji? Nie sądzę, po prostu więcej zapłacą za energię przedsiębiorstwa i samorządy. A one koszty te będą musiały przerzucić na... No oczywiście, że na odbiorców indywidualnych. Przedsiębiorstwa podwyższą ceny schabu. Samorządy podwyższą ceny biletów kolejowych i innych opłat. No i pewnie ceny usług komunalnych, by mieć pieniądze na droższy prąd dla szkół i szpitali, na które nie mogą przerzucić wzrostu kosztów. Wzrosną też podatki lokalne.

Czas więc może rozważyć, co z tym zrobić, a nie kto jest temu winny. Bo w każdym działaniu ekonomicznym jest jedna zmienna, która jest niezmienna – czas. Im więcej go zmarnujemy na jałowe awantury, tym mniej go zostanie na zapobieganie skutkom.

Politycy mogą jednak wpływać na ceny energii pośrednio. Regulując rynek. Najwyższy czas zastanowić się, czy jest on dobrze uregulowany. Bo walcząc o głosy w 2019 r., można spowodować katastrofę, i to szybko, bo przed 2023 r.

Autor: 
Z.B.
Źródło: 

plportal.pl

video: 

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisz kod z obrazka.

Reklama